Żeglując do ludzi

13.09.2011

Jest bardzo gorąco. Ludzie kryją się w cieniu parasoli. Nikt nie chce się ruszyć, bo kiedy żar leje się z nieba każdy ruch oznacza ciężką pracę. Nagle zdarza się coś, co sprawia, że ludzie niemal biegną.

 

Mała łódka wypełniona  owocami podpływa do brzegu. Soczyste, duże, czerwone brzoskwinie i chwytające za oczy dorodne winogrona są pięknym obrazkiem na tle niebieskiego nieba i morza. Ludzie gromadzą się wokół łódki wybierając i próbując, a stary człowiek pakuje owoce, waży i zwykle prosi o 20 kun.

Nie widziałam nikogo, kto zwracałby szczególną uwagę na wagę i cenę, ponieważ owoce nie tylko wyglądały cudownie, ale i smakowały wyśmienicie. Jednak najważniejszym było to, że ten żeglarz ( nie: sprzedawca) przybył do ludzi odpowiadając dokładnie na ich potrzeby i wzbudzając uśmiech na ich twarzach. Jakby czytał w ich umysłach, bo apetyt na soczyste i pyszne owoce  był tym, czego pragnęli. To nie była sprzedaż, ale podawanie owoców i przyjazna pogawędka. Mężczyzna potrafił wsunąć do siatki brzoskwinię  gratis osobie, która juz otrzymała ( nie: kupiła) winogrona.

Pomyślałam sobie, jak dobrego biznesu można doświadczyć, kiedy potrafisz żeglować do ludzi tak jak on i jakie to proste, kiedy wiesz, gdzie ci ludzie na ciebie czekają.

Tweet about this on TwitterShare on Google+Share on FacebookEmail this to someone