Anatomia przyjaźni

09.02.2017

Chciałam napisać o tym jak nasze oczy się spotkały. Jak to ich ostatnie spotkanie zmieniło życie. Mogłabym napisać, że zakończyło, ale skoro piszę to nikt mi w ten mój koniec nie uwierzy.

Świat składa się nie tylko z przeciwieństw jak światło i mrok, ale też z paradoksów.

Jeden  z nich definiowała Safona pisząc o miłości, że jest słodko-gorzka. Większość z nas żyje w świecie podobieństw i przeciwieństw, bo tak łatwiej nam siebie odnaleźć w tym ludzkim mrowisku. Jednak są tacy, którzy docierają do paradoksów i próbują się z nimi zmierzyć. Starają się ogarnąć to co nie do ogarnięcia mierząc się z całym kosmosem ludzkich uczuć. Dla mnie paradoksem jest to, że jestem tu bez niego.

Cała historia zaczęła się 9 października 2009.

Dzień był chłodny i dżdżysty. Kolejna taka niedziela, która dla mnie stała się jedną z najważniejszych w życiu, ale dowiedziałam się o tym później. Nie doceniamy dni tak jak nie zauważamy schodów po których wchodzimy do domu czy na wieżę Eiffla. Stają się tak mało ważne wobec naszych pragnień i celów po które biegniemy. Dopiero potem zauważamy ten 9 października – jeden schodek wśród setek, tysięcy, który sprawił, że jesteśmy tym, kim jesteśmy.

Teraz poczuj ciepło czerwcowego popołudnia.

Siedzę przy stoliku wraz ze zwiędłą różą. Uwięziona w szklanej pułapce wazonu wciąż zachwycała swoim płatkami w kolorze amarantu. Była jedynym świadkiem jak bardzo denerwuję się czekając na spotkanie z kimś, kto nazywał się moim przyjacielem. Tego dnia zrobiłam co mogłam, aby mój przyjaciel poczuł się wolny. Rozumiałam wolność jako wierność sobie, bo jak jest możliwa wolność bez wierności sobie? I tak jak kiedyś pisał Stanisław Myśliwski, że „żeby być kim trzeba wiedzieć kim się jest”, tak żeby być wolnym trzeba być wiernym sobie. Pomimo, że tego dnia mój przyjaciel zrezygnował ze mnie i z naszej przyjaźni nadal jak czytasz nazywałam go słowem „przyjaciel”. Jednak to było wielkie oszustwo. Doskonała podróbka godna pędzla Hana van Meegeren, który tak kunsztownie wyspecjalizował się w podrabianiu obrazów siedemnastowiecznego mistrza Jana Vermeera van Delft, że nawet znawcy nad znawcami uznali jego płótna za najlepsze prace starego mistrza.

Zastanawiasz się jak zatem wykryto do doskonałe oszustwo?

Czasami trudno jest mieć pewność, co jest autentyczne, a co jest falsyfikatem. Chcemy też wierzyć, że to co posiadamy, czego doświadczamy jest autentyczne, ale nie zawsze tak jest i nasza wiara tego nie zmieni. W przypadku obrazów są dwa sposoby. Pierwszy to oko historyka sztuki, który bada kompozycję, światło i warsztat malarski. Nie jest to najlepsza metoda, tak jak i w życiu, nie zawsze warto wierzyć temu, co widzi oko. Druga metoda jest pewniejsza, bo zawierza analizie składu chemicznego malowidła – jego farb, werniksów, powierzchni. Dzięki postępowi w nauce daje jasną odpowiedź. Niestety co do ludzi nie mamy  możliwości na takie szybkie sprawdzenie. Zwykle zawierzamy oczom, które tak wiernie służą naszym pragnieniom. Zdarza się, że nigdy nie odkrywamy, że to falsyfikat.

Czy warto kruszyć kopię o ten piękny falsyfikat?

Jeżeli poszukujesz prawdziwego siebie i prawdziwego życia to warunek jest jeden – nie ma w takim życiu miejsca na falsyfikaty i oszustwa. Nawet jeżeli ty sam jesteś autentyczny to pamiętaj o efekcie aureoli – to co cię otacza i kto cię otacza definiuje ciebie. Są dwa sposoby na zdemaskowanie falsyfikatu w życiu. Pierwszy to czas. Nawet na doskonałym kłamstwie pojawiają się rysy prędzej czy później. Jest jeszcze drugi sposób: kiedy doświadczysz prawdziwej przyjaźni od razu zostaje zdemaskowane oszustwo.

Tamten dzień czerwcowy pozostawił ranę w sercu, która się zabliźniła. Jednak musiało mi pęknąć serce innego dnia, abym poznała prawdę i poczuła ją całą sobą. Tak dzięki falsyfikatowi poznałam autentyk. Gromadzone przez lata wiedza i doświadczenie uporządkowały się w jednej chwili jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Poznałam anatomię przyjaźni. Przyjaźń nie istnieje bez miłości, a miłość bez przyjaźni zdarza się. Przyjaźń jest najważniejsza, bo miłość może w życiu nie wystarczyć.

 

* Może właśnie taki będzie początek książki „Anatomia przyjaźni”, którą zaczęłam pisać. Jeżeli chcesz ze mną podzielić się tym co wiesz o przyjaźni, pisz: info@bridgehead.pl!

 

Fot.  29 października 1947 r. Proces Hana van Meegerena w Amsterdamie. Ściany sali sądowej ozdabiały wszystkie sfałszowane przez niego obrazy. (getty images/fpm)

Tweet about this on TwitterShare on Google+Share on FacebookEmail this to someone
Tagi:, , ,